oczadziałam. zupełnie i doszczętnie. zawieszona gdzieś między chcieć a móc wymyślam kolejne historie. a to o przyszłym potencjalnym (choć jeszcze niepewnym, bo daleka droga do tego, a przeszkód niemało) życiu w mieście niebieskich trampków i mostów, o tym co by może mogło być, ubarwić mi letnie dni choć przez chwilę. (tak, tak kochane dzieci, chodzi o "letni romansik"! ale tak się o tym nie wyrażę, bo mi jedzie harlekinem, którego nie trawię z racji tandety.) ale przez moją idealnie skrojoną niegramotność i dupowatość pospolitą nigdy nie dowiem się czy byłby na to choć cień szansy, już nie wspominając o zaaranżowaniu czegokolwiek. bo trzeba być totalną mną żeby zmarnować taką szansę, albo chociaż szansy wrażenie! no i brawa dla tej pani za szczególną formę afirmacji strachu totalnie absurdalnego, za zapłon spóźniony, za się wstydzenie, za całokształt... generalnie!
że aż mam ochotę dokopać sobie! porządnie tak! na pamiątkę, na przyszłość... jeśli jeszcze coś kiedyś. choć teraz to kiedyś zbyt odległe. bardziej dręczy stan obecny, bo pewność niepewna. a moje prawdopodobieństwo subiektywne zwykle w takich sytuacjach jest jednak równoznaczne z czarnowidztwem. lajf is brutal, a ja wciąż zamykam i otwieram oczy z myślą, potrzebą ucieszenia tych paru chwil pozostałych do jesieni i z żalem też... [sic!]
a w życiu przeprowadziłam walkę wygraną ze sprzętem komputerowym, a tak dokładniej to nie ja, ale ktoś kto maczał w nim swe palce. /palce, palce i oczy, i usta, uśmiech, uśmiech... no dobra, starczy, cicho! bo się wyda! (haa, marzenie ściętej głowy!)/
odwiedziłam też miasto trampków czerwono-żółtych tudzież żółto-czerwonych, czyli (jakby się ktoś jeszcze nie domyślił) łódź. żółte kino jest klimatyczne bardzo, w mieście człowiek czuje się cudownie anonimowy, a przy tym nieobco tak, ale swojsko.
"późno już
chodźmy spać"
♪♪ hey - z rejestru strasznych snów.mp3