siedzę tu i namiętnie bawię się w edukację. (zaznaczam, że zaznaczenie słów owych kursywą ma tu naprawdę kluczowe znaczenie gdyż oznacza stosunek mój ironiczny i pobieżny do owej czynności.) także siedzę tu w stanie pomiędzy. przedpołudniami przeglądając to wszystko co udało mi się zanotować/zebrać w swoich tajnych aktach. popołudniami zwyczajowo podsypiam jakby odurzona. a może odrzucona. kto to wie... efekty tego są nieprzewidywalne. bo dziś to miałam więcej szczęścia niż rozumu. zdecydowanie, bez dwóch zdań.
pytanie: dlaczego bracia nachmiasy rypnęli się tą cegłą w łeb i czemu aż tak mocno?!
odpowiedź: żeby zabolało, nas potomnych czytaczy!
dygresja: z resztą pan doktor też się specjalnie nie oszczędził, a co za tym idzie i nas - potomnych zdawaczy tudzież oblewaczy. czas pokaże.
--
w ubiegły piątek i sobotę do przedzierzgnięcia z piżamy zmobilizowały mnie rytualne zakupy w osiedlowym tesco, w niedzielę wizyta wnuczków babci mieszkaniowej (i to nie tylko tych wczesnodziesięcych, ale również tych już wyrośniętych). nie żebym na coś liczyła, ale jakoś tak wstyd wlec się po mieszkaniu w gaciach w kolorowe grochy z opadającym do kolan krokiem. brązowy dresik i markowa czerwona koszulka był jak najbardziej na miejscu. mycie włosów sobie podarowałam. wytrzymały bez mycia trzy dni, przeżyły i czwarty.
ten weekend był jak pluszowy miś choć jak mówią słowa piosenki, nie jest nią miłość. ale właśnie tak smakuje czułość, która jest składnikiem.
nadchodzący, który się właśnie zaczyna szykuje się pod znakiem edukacyjnym, stresacyjnym. no może tesco jednak też odwiedzę. dzisiejsze zakupy bez listy wypadły marnie. zapomniało się masła i paru innych drobiazgów też.
dziś (tudzież już wczoraj właściwie) z racji świętowania kupiłam na dworcu trzy pączki z różą. po czym zjadłam dwa, jeden po drugim. trzeci zostawiając na deser. ja wiem, że źle i że be. i już czuję za sobie każący wzrok mareckiego, ale no przecież w końcu raz do roku to se można, nie?!
--
i czy ja już mówiłam, że kocham wściekle, że kocham szaleńczo, że obłędnie i bezbłędnie? nie?! no to właśnie mówię, mówię i tęsknię jak stąd do bochni!
a mówiłam, że z tej miłości chyba pasem wychłostam? mówiłam, mówiła. ale z upartą zawziętością powtórzę raz jeszcze tu na forum, wszem i wobec. że wychłostam pana szanownego jak się pan za robotę nie weźmie! (ale o tym, że potem pewnie rany wyleczę to już cicho-sza. to tajemnica.) no bo, no! bo sie kurcze należy, bo mi zależy! o!