niedziela, 2 listopada 2008

słodki listopad

z tobą karmić kaczki i gołębie. te łapczywe. te wyszarpujące sobie chleb spod dzioba. siedzieć nad brzegiem rzeki. z tobą przemierzać te wszystkie liście. z tobą i w tobie się chować. pod chmurą, pod tą najbardziej deszczową. niech głowy mokną. z tobą w milczeniu ptasich koncertów słuchać. i cię obejmować. ciebie i wiatr całować.


minął rok od pierwszych realnych uśmiechów. od gestów, słów, odczuwalnych oddechów. pamiętam wszystko. kroki nasze z żanką na pkp. pamiętam stres zagadywany z nią rozmową i to, że wypierałam się go. pamiętam oczekiwania, twarz twoją z daleka, postawę, przywitania, uśmiechy.


ja wiem, że pożegnania dosładzają przywitania. wiem też, że trudno przełknąć tę gorycz pomiędzy. wiem na odległość 300km. i teraz kiedy dzieli nas zaledwie kilkanaście czy kilkadziesiąt ulic, domów, jeden most (w mieście gdzie jest ich ponad sto to żadne wyzwanie), garść drzew i tak pożegnania są trudne. tak się w niego zapadłam, że nie ma mnie już całkiem, nie ma w ogóle. i jest mi tak dobrze, tak we dwoje, tak czule.


przed nami kolejny, cały, wspólny, słodki listopad. listopad pierwszych razów. pierwszych spacerów, przypadkowych dotknięć dłoni. listopad pierwszych marzeń i planów. listopad pierwszych pocałunków, pierwszych ucieczek przed deszczem i pierwszych śniegów w zmarzniętych dłoniach. listopad pierwszych potrzeb i braków, pierwszych tęsknot i oczekiwań. bo pewnego słodkiego listopada znalazłam cię...


...a na deser film, oczywiście.