minął rok od pierwszych realnych uśmiechów. od gestów, słów, odczuwalnych oddechów. pamiętam wszystko. kroki nasze z żanką na pkp. pamiętam stres zagadywany z nią rozmową i to, że wypierałam się go. pamiętam oczekiwania, twarz twoją z daleka, postawę, przywitania, uśmiechy.
ja wiem, że pożegnania dosładzają przywitania. wiem też, że trudno przełknąć tę gorycz pomiędzy. wiem na odległość 300km. i teraz kiedy dzieli nas zaledwie kilkanaście czy kilkadziesiąt ulic, domów, jeden most (w mieście gdzie jest ich ponad sto to żadne wyzwanie), garść drzew i tak pożegnania są trudne. tak się w niego zapadłam, że nie ma mnie już całkiem, nie ma w ogóle. i jest mi tak dobrze, tak we dwoje, tak czule.
...a na deser film, oczywiście.