Mam mnóstwo starych szmat. Znoszonych lumpów sprzed lat, jeszcze z liceum, czasem nawet z podstawówki. Mam całe naręcza ciuchów z lumpeksów, które kupuje mi matka. Na większość nie mogę patrzeć, tak bardzo jest paskudna. W części wciąż chodzę, pomimo tego, że jest okropna, bo innych nie mam.
Sama nie kupię. Boję się. Przeraża mnie to tak bardzo, że aż paraliżuję. Wchodzę do sklepu, rozglądam się,widzę piękne, kolorowe, modne i eleganckie ciuchy, całą masę, ale nic dla mnie. Wszystko dla zgrabnych, kształtnych osób. Nie koniecznie bardzo szczupłych, ale proporcjonalnych. Wychodzę szybkim krokiem jakbym uciec chciała. A jak zostać muszę dłużej, słabo robi mi się od razu, czuję jak rośnie mi jakaś kula w gardle, zaciskam pięści w kieszeniach i staję gdzieś w kącie, żeby nie przeszkadzać.
Wstydzę się wchodzić do tych wszystkich sklepów w galeriach, a co dopiero oglądać coś i nie daj Bóg przymierzyć. Poza tym kompletnie nie znam się na tym. Do tej pory wszystkie ciuchy dawała mi matka. Ja nie mam pojęcia co jest ładne, co nie, w czym byłoby mi dobrze, w czym nie,coby mi się przydało, a co niekoniecznie.
Przeraża mnie to. Mam dość wyglądu 13-letniej dziewczynki w starych babcinych golfach. Nie ma we mnie nawet grama kobiety, a to przeraża mnie jeszcze mocniej.
W taki o to sposób wczorajsze wyjście do galerii zakończyłam zaryczana pod kołdrą.