W słonym mieście gdzie nie chodzi się pod kątem prostym zatykam nos od nadmiaru tytoniu w powietrzu. Potem się duszę, odpływam w zawrotach głowy. Jestem trochę zagubiona, nie w mojej bajce. Tęsknię za ciszą, przygaszonym powietrzem i łąką za oknem. Otwartość przestrzeni zniewala, uwalnia, relaksuje. I chociaż wszystko jest według planu, wszystko właściwie, na swoim miejscu ten dyskomfort paraliżuje. Otoczona hałasem i gwarem rozmów chciałabym schować się w kąt, myśli własnych posłuchać, w ukojeniu się rozpłynąć. W kącie ciasnym i cichym, w siebie wtulić.
Zamieniam się w dryfującą łódkę. Wsłuchuję się w Caro Emerald, nadrabiam zaległości w Macy Gray.