ale nic, trzeba być silnym i patrzeć na to jak na okładkę kolorowego magazynu, jak w program rozrywkowy dla pop-kulturowej młodzieży. powiedzieć sobie, że to pryszcz, bułka z masłem, koty za płoty i-te-pe. wcisnąć znów głowę w poduszkę, nacisnąć kołdrę na twarz i zniknąć dla świata. i teraz tylko "come away with me in the nigth" gdy oczu wścibskich brak.
nie myślę o tym z żalem, myślę spokojnie. nie myślę o tym z sentymentem rozckliwiającym, myślę spokojne. nie myślę o tym uwodzicielsko, myślę spokojnie. ale myślę, wciąż jednak, pomimo wszystko... pomimo upływu lat.
wu-zet-ha-e zmów skopało sprawę. naprawdę nie chce mi się rozwodzić na ten temat, bo to żenada. a i męczy mnie to wszystko już permanentnie. wygląda na to, że tam się książek nie czyta. a dżony najwidoczniej w ogóle nie wie jak one wyglądają (o czytaniu już nie marząc), bo wciąż tylko pakuje, pakuje, pakuje... jak to dżony.
i na koniec taka krótkie, aczkolwiek treściwe refleksje i autorefleksje:
- jesuuu.., jaka ja jestem gruba i żałosna w tych swoich "staraniach". :(
- jazz dodaje jasności myśleniu. i lampce nocnej też. koi, spokoju dodaje. s-pokoju. pokoju w pokoju.
- na ostatnim siedzeniu w autobusie najlepiej trzęsie. ot, takie małe przyjemności, codzienne radości…
- wszystko ostatnio jakoś tak szybko, zaskakująco, przerażająco, niebezpiecznie, niezbyt przyjaźnie… niech to się jakoś uspokoi, bo dostanę choroby lokomocyjnej w czasoprzestrzeni. coś w stylu fobii paranoiczno-wszechstronno-życiowej. (choć sama nie wiem czy owe stwierdzenie dokładnie odzwierciedla wszystkie dziwaczne rzeczy, które ostatnio mi się przytrafiają i które wywołują we mnie te jakże nieprzyjemne stany emocjonalne w postaci, np. niepewności, zaniepokojenia, strachu wręcz, wkurzenia na głupotę ludzką, odrzucenia, zagubienia… i wielu, wielu innych, których nie sposób wymienić z racji zagmatwania i skomplikowania ich i stanu mojego własnego).
wystraszyłam się nie na żarty. do tej pory to mi szczenę otworzyło i zamknąć nie może. najlepiej zamknąć się w domu, na cztery spusty i nosa zza drzwi nie wystawiać. bo strach się bać...
...i dla nerwów ukojenia. (czytaczy bardziej niż moich własnych.) pod hasłem: "jestem lepsza niż wu-zet-ha-e" tudzież ówdzież majaczenie panny eM.
♪♪ norah jones - don't know why.mp3