"idzie straszne i nieznane. idzie snów wymazywanie." teraz to już będzie inaczej trochę. skoro
poufałość i
zaufanie nie zdały egzaminu, pora wykorzystać
dystans z jej wierną przyjaciółką -
nieufnością. może i wrażenia mniejsze, ale mniej też później boli. korelatem niewątpliwie była, jest i będzie wierna
pani podejrzliwość, która stoi przy mnie, baa... nawet siedzi we mnie niczym glista ludzka (blee! cóż za wysublimowane porównanie...) w jelicie non stop. i nie trzeba być zbytnio mądrym aby wywnioskować, że pożera niespożyte ilości energii, wydalając tym samym masę wybujałych ekstremalnie emocji. jakby nie było, od dziś... a nawet od wczoraj w kwestiach dotyczących TEGO tematu prowadzać się będę z dystansem pod jedną, a z nieufnością pod drugą rękę, taszcząc w sobie tę glistę ludzką zwaną pospolicie podejrzliwością, która ulokowała się we mnie lepiej chyba na dobre... albo raczej na złe. (wyczuwam przewagę sił tajemnych, nieznanych mi mocy i wiedzy para-jakiejśtam. bo, że skoro to nie ja, to po co używać to straszne, aczkolwiek nieodłączne z pop-kulturą słowo na "er", hę? po co mieszać w to, takie relacje? zwłaszcza, że ja tego w planach nie przewidywałam, przynajmniej nie tym razem. bo co za dużo i zbyt często, to... sami wszyscy wiemy.)
dobrze, poczekam jeszcze skoro trzeba. choć przyznam się szczerze, że czym bliżej tym dalej. bo okropnie się to wszystko dłuży. ciekawość mnie zjada od środka. ale tam, ja to już mały pikuś.
pani de., to dopiero będzie niepocieszona... delikatnie powiedziawszy.
"idzie zimne i nieznane. idzie wielkie mózgów pranie." jakoś tak wyszło, że przyszło mi zajrzeć do archiwum i odtworzyć tę rozmowę sprzed kilku dni. przykro, że to tak we własnym gnieździe nastają na
cię i nawet wyrzutów sumienia przy tym brak. tyle, że to przy okazji budzi autorefleksję i strach... nie, nie... nie strach, panikę. tak, zdecydowanie to panika. albo coś gorszego.
że ja nie dam rady, nie. nie tym razem, o nie. to nie przejdzie, nie ma mowy. nie ma takiej opcji, nie ma siły. więc co w takim razie...? nic, tylko usiąść i płakać... jak w piaskownicy.
czy, czy można urlop od zycia, tak np. do końca życia?pożeram wzrokiem skoro inaczej nie da rady.
Pe-eS.
pochwalę się. a co, wolno mi! ...chyba.
♪♪ maria peszek - czarny worek.mp3