za dużo. za mocno. za sesją. nie wiedzieć nawet kiedy. 7 dni sielanki z ukochanym. gdzie ciepło domowego ogniska, zieleń lasu miejskiego, krakowskie bruki. rozkołysane myśli pani treter, koncert, że hey! i kasia urocza, że ahh! pani ingrid (nadająca najprawdopodobniej z playback'u) i józek z bagien znacznie mniej, ale za to kiełbachy grillowane smakowe.
zamęt w środku ze wszystkim. poszukiwania zaginionego indeksu co to ktoś gdzieś go ma tylko nie wiadomo kto, gdzie i w jakim stanie uwieńczone sukcesem.
babka mieszkaniowa i jej wybryki. wszystko szybko. mieszkanie, miejsce, kąt. no i jest, nie tak jak miało być, nie tak jak być powinno. ale jest. centrum, kamienica, mieszkanie jak loch, ośmioro współlokatorów. (ten pokojowy jak z filmu o amerykańskich kujonach. tylko "hyhyhy" i koszulka w spodnie. nieporozumienie.) miły mój zapewne na samotność tam nie padnie. chyba, że chaos go pożre na śniadanie. (cotobędzie,cotobędzie?!)
a jutro z tym podaniem. że o dom studencki proszę, bo się od babki wynoszę. i czekanie znów.
bo nie chce połączyć nas to miasto. i tak wszystko wbrew niemu. za jego plecami. pod przykryciem i pod pretekstem.
nerwy w konserwy.
nie śpię. myślę. rozmyślam. przemyślam. bo jak tu nie było to z k. było mi dobrze. z jej e-randkami, ubijaniem karaluchów, wycieczkami do tesco, japońskiego parku, coolturki na małe/duże, z nocnymi rozmowami o sprawach ważnych i ważnych inaczej. było.
sentymentalnie. tęskno już.