poniedziałek, 8 grudnia 2008

Herbaciane nonsensy

Tęsknić to znaczy chodzić po ścianach.

Znów zasypiam w stanach nieważkich. Bezsensownie lekko zamykam oczy, żeby rankiem znów niezbyt nieufnie na wpół uchylać je. Marzenia przed snem kurczą się. Grawitacją zmęczone opadają ciężko.
Myślami po śladach Twoich wspomnień wędruję. Jestem ćmą. Światła latarni, światła księżyca... pssyt. Kontempluję.

Całkiem możliwe to, wręcz konieczne, że dłonie lepkie oczekiwaniem szukają chłodu, garną się, przywierają.

Jestem jak puzzle z fototapetą jeziora. Układasz mnie powoli. Wytrwale dopasowujesz każdą część chociaż ciągle rozsypuję się. Potem odchodzisz. Zostaję sama i w ciszy znów rozpadam się. Przychodzisz, zbierasz wszystkie części, uparcie sklejasz mnie.
Z Tobą jestem sobą. Z Tobą jestem jedną osobą, całością. Bez Ciebie nie ma mnie.

Ostatnio pod sam sufit doszłam. Trwam. Paznokciami wczepiona.