Nie mogło być cudownie. Nie było takiej opcji w ogóle. Już w czwartek wieczorem złapało mnie coś mocno i wyciskało łzy z oczu przed snem. W pewnym stopniu sama jestem sobie winna. Nie powinnam się interesować, pytać. Nie powinnam też wyobrażać sobie nie wiadomo, czego. Znów. Trzymało mnie przez noc całą. Turlało po łóżku, nie pozwoliło zasnąć i ochłonąć. Rano zamieniło się w stan permanentnego zdenerwowania i wciąż sączyło się z łzami oczu. Zdenerwowanie minęło, ucisk na gałki oczne pozostał. Trzymał aż do wczoraj. Ale wczoraj. Tak, dobra niedziela potrafi całkowicie odmienić bieg wydarzeń. Tylko, że po każdej dobrej niedzieli nadchodzi poniedziałek, który niekoniecznie jest mile widziany. Teraz pozostaje mi czekać. Czekać, tęsknić i bać się jak nigdy życiu. To strasznie niewygodne uczucie, ale chyba nieuniknione. Zupełnie zdezorientowana jestem i naprawdę nie wiem jak przeczekam najbliższy tydzień. Tak, właśnie prze-cze-kam. Ten tydzień i każdy następny. Bo tylko one wyjaśnią mi wszystko. Dopiszą
ciąg dalszy lub utną historię w zarodku. A mnie
Proszę Państwa został tydzień wakacji. Czy to
aż tydzień, czy
tylko to już zostawiam do oceny własnej każdego z czytaczy.
Poszłam na
"Madagaskar". Sama nie wiem dlaczego. Chyba tylko dlatego, że nie musiałam decydować. Ktoś zdecydował za mnie, a to bardzo wygodne. Jedna decyzja do podjęcia mniej. Film jak najbardziej zły nie był, ale przereklamowany na pewno.
--
"wiedz miły, że jest nas dwie (...) jedna, w nieśmiałości swej, rzęsami dotyka stóp, druga śmiało sięga do twych ust."
♪♪ Hey - Piękna pani z czółenkiem.mp3
18:30
To jest bardzo chyba głupie, idiotyczne wręcz może, jak uśmiecham się do monitora.