środa, 11 stycznia 2006

inna bajka

bez zbytniego patetyzmu, dzień dobry wieczór. witam znów i ponownie.

jestem ja i moje zdezoriętowane palce nieco, ale przyzwyczaję się do nowego. nie od razu, ale z czasem przywyknę. do wszystkiego z czasem się przywyka. do gorzkiej herbaty, wrzodów na tyłku i do ssstresu przewlekłego też...


--
stan mój psychiczny na chwilę obecną:
powtarzam sobie, że jakoś to będzie. że gromowłanego wykładowcy przewidzieć się nie da. że nawet jak nie zdam, to nie skończy się świat... jeszcze nie. że dziś jest dzień, jutro będzie i bez względu na wszystko, po jutrze też wstanie słońce. i nawet największa panika na uczelni ze strony "piękniej" pani bara-bara nie jest mnie w stanie zaskoczyć. (przerazić tak, ale napewno nie zaskoczyć.) ale kurczę... wolałabym jednak nie musieć stukać tego ponownie!

(tł. koniec istnienia na wylot, początek mar.)