w moim pokoju panuje przyjemny chłód. (tylko moje stopy trochę marudzą dając mi to odczuć... zizizi-zimno!) po godzinach ślepienia w notatki, przeglądania tych wszystkich kartek, karteczek i karteluszek mózg mi się z lekka przegrzał. bo jak wiadomo system eliminacji studentów jest aktywny! a ja bronię się przed nim... no dobra, bardziej improwizuję. bo każda chwila to ucieczka moich myśli w odległe krainy, tam gdzie wzrok i słuch nie sięga.
i wciąż dryfuję po swojej samoocenie i takich tam innych. póki co można liczyć jedynie na odpływy. zastanawiam się także nad fenomenem mojej osobowości. nad wielkim uzewnętrznianiem i nagłym acz dokładnym zawekowaniem mojego "ja". że nikomu nic, że ani-mru-mru. że aż strach mówić, bo świat runie na łeb, na szyję. tak jakby kiedyś stał stabilnie. phi, że tak się wyrażę.
a teraz... teraz padam.
--
na maginesie:
nic mnie tak nie porusza jak przemowa dychającego kaczora. no przepraszam, ale nie chciałabym być mikrofonem, do którego parska, sapie, świszcze i dycha.
2. luty, 9:31
się okazało, że moim wyjściu dopiero się tam działo. udusiłabym dziada za te wszyskie bluzgi i błota, którymi nas obrzucał! yhh. zbulwersiłam się!
♪♪ hey - dolly.mp3