niedziela, 19 lutego 2006

twórcza niemoc

tak, właśnie. jestem sobie paskudną dziewczynką szydzącą z ułomności innych. z tych, które w nich siedzą, ale jakieś cóś nie pozwala im zobaczyć ich w sobie. ubarwiając tym samym swoje szare komórki, które do tej pory katowane byłby jedynie przez miliony moich własnych przywarów. nic nie mówię, nic nie czynię, tylko w myślach ośmieszam całokształt. to za dużo. to za mało.

zostały mi około 24 godziny moich mini-ferii zimowych. nie powiem, że do dobrze. nie powiem, że to źle. wszystko ma swoje zady i walety. nowy semestr, nowe przedmioty, nowy plan (łał! łał! łał!), nowe plany i szanse, na to, że, że... ale spoko, spoko jeszcze wszystko się poprzekręca.

yhh. popadłam w jakąś niemoc. niemoc twórczą, niemoc codzienną. jak zwał tak zwał, ale zupełnie nie mam co przeżywać, zupełnie nie mam o czym pisać. zwisam gdzieś pomiędzy tym co powinnam, a tym co chcę. nie umiem radzić sobie z tym co wokół. nic jest niejasne. wszystko nie jest jasne. trzepoczę nie-skrzydłami. bo wciąż jeszcze nieprawdą jestem i dziś. zaczynam się coraz bardziej bać. /na tym skończę nie przeciągając struny./


20:52
drugie połówki są przereklamowane. (tak mnie jakoś naszło.)