niedziela, 12 lutego 2006

wary(ja)tka

wzięłam się i zaczęłam pisać. w zgliszczach mojego komputera powstawać będą (mam nadzieje) słowa, które może kiedyś ułożą się w całe zdanie, a te w historię. po co? sama się nad tym zastanawiam... najpierw dla siebie, a potem (jeśli będzie trzeba) dla całej reszty świata. strasznie ciężko zebrać się, ciężko zacząć. bo niby od czego? od ciężkich słów teraz, czy od dziecięcych siniaków, od naiwnych marzeń, czy, łez, a może od...? sama już nie wiem. strasznie się boję, ale czuję, że muszę. muszę bo inaczej wybuchnę. od środka coś mnie rozsadzi i nie będzie już co zbierać. może kiedyś skończę, a może to wszystko skończy się na planach. ale i tak warto zacząć. no bo kiedy, jak nie teraz?

jeśli powiem, że jest mi źle to będzie to prawda, ale tylko w połowie. jest mi znacznie gorzej. nie sądziłam, że to znów się zdarzy. myślałam, że ten epizod jest za mną. znów stoi za z białym kaftanem i wmawia chorobę. i w myśl zasady, że żaden świr nie przyzna się, że jest świrem nie należy brać mnie na poważnie. myślałam, że uodporniłam się na wszystkie słowa, na wszystkie gesty i czyny. to co usłyszałam, przeżyłam, to co zdążyłam zapamiętać i przypomnieć sobie po latach... przecież to dużo, myślałam, że wystarczy aby przywyknąć. mój błąd. nie pierwszy z resztą. teraz te słowa, które wciąż słyszę pulsują we nie coraz mocniej. i znów za dużo myślę o życiu, o sobie, o przeszłości. znów czuję się jak mała dziewczynka, która chowa się w łazience przed gniewem najważniejszej. ta sama, która zastanawia się gdzie schować wszystkie narzędzia zbrodni ze skóry i jak uniknąć kary. albo trochę większa, która tłumaczy się godzinami ze swoich myśli i uczuć, a potem bezsilnie ucieka w kąt. ta, która słyszy, że... ok, skończę. za bardzo już się rozpędziłam. oby do... oby do kiedyś, kiedy wyjdę stąd zamykając drzwi od zewnątrz. raz na zawsze, mam nadzieję.

a tymczasem potrzebuję towarzystwa do wspólnego rozgadanego milczenia. do rozmów oczu i oddechów. może jest ktoś chętny?


♪♪ czewony tulipan - jedyne co mam.mp3