jeśli powiem, że jest mi źle to będzie to prawda, ale tylko w połowie. jest mi znacznie gorzej. nie sądziłam, że to znów się zdarzy. myślałam, że ten epizod jest za mną. znów stoi za z białym kaftanem i wmawia chorobę. i w myśl zasady, że żaden świr nie przyzna się, że jest świrem nie należy brać mnie na poważnie. myślałam, że uodporniłam się na wszystkie słowa, na wszystkie gesty i czyny. to co usłyszałam, przeżyłam, to co zdążyłam zapamiętać i przypomnieć sobie po latach... przecież to dużo, myślałam, że wystarczy aby przywyknąć. mój błąd. nie pierwszy z resztą. teraz te słowa, które wciąż słyszę pulsują we nie coraz mocniej. i znów za dużo myślę o życiu, o sobie, o przeszłości. znów czuję się jak mała dziewczynka, która chowa się w łazience przed gniewem najważniejszej. ta sama, która zastanawia się gdzie schować wszystkie narzędzia zbrodni ze skóry i jak uniknąć kary. albo trochę większa, która tłumaczy się godzinami ze swoich myśli i uczuć, a potem bezsilnie ucieka w kąt. ta, która słyszy, że... ok, skończę. za bardzo już się rozpędziłam. oby do... oby do kiedyś, kiedy wyjdę stąd zamykając drzwi od zewnątrz. raz na zawsze, mam nadzieję.
a tymczasem potrzebuję towarzystwa do wspólnego rozgadanego milczenia. do rozmów oczu i oddechów. może jest ktoś chętny?
♪♪ czewony tulipan - jedyne co mam.mp3