może jednak powinnam zostać w domu. zakryłabym się kołdrą i ominęło by mnie to wszystko. pytanie tylko jak długo musiałabym nie wyłazić spod tej kołderki żeby ocaleć. mało tego, żeby wyjść z tego nienaruszona. ale cóż... stało się, jak stało, mleko się rozlało.
/nawet nie czuję jak rymuję./ może to wszystko to ta ptasia grypa, która wisi nad nami, a może fatum, które krąży. a może na odwrót. ale jakby nie było tym razem nie jest miło. czuję się jak jedna z owiec w samym środku stada wilków. jeszcze chwila i mnie rozszarpią. za co? chyba za to, że jestem, że żyję i oddycham tym samym powietrzem co i oni. tylko, że to ludzie. ale to szczegół, bo nawet zwierzętom potrzeba lepszego powodu do ataku. nie wiem na jakiej zasadzie nastąpił ten podział na klasy społeczne, ale czuję, że jestem po drugiej stronie barykady jako jedna z plebsu. burżuazja rządzi i generalnie gnębi resztę jak hitlerowcy żydów w czasie okupacji. aż strach cokolwiek się odezwać, bo
cokolwiek powiesz może być wykorzystane przeciwko tobie. aż strach się bać.
ja tam nie chce prorokować, ale jak tak dalej pójdzie to nie wytrzymam końcu tego napięcia i wygarnę wilkom to i owo. może mnie zjedzą na przekąskę, a może połkną w całości. trudno. niech im stanę kością w gardle. i już!
♪♪ hey - leżę tu, leżeć chcę.mp3