lekko wygięta w stanie stuporu z wzrokiem wbitym w ścianę. jest akcja, jest reakcja. bezwarunkowa rzecz jasna. telefony to pomyłki czy zasadzki bliżej niezidentyfikowanych postaci? riczard z niu jorku miał gadane kimkolwiek był. i szybką brykę miał, ponoć. tylko to mnie jakoś nie bierze. jakaś taka niedzisiejsza jestem. krawiec z kościuszki na siłę próbował mi wmówić białe spodnie i brata. jakaś inna pani też. nie wiem co tak nagle wszyscy się na mnie uwzięli. ciekawa jestem co mnie jeszcze czeka... tym razem liczę na telefon od księcia z arabii saudyjskiej. jeśli wcześniej przygotuję się na niego psychicznie będę mogła spokojnie zgodzić się oddać połowę swojej ręki za królestwo. czy jakoś tak na odwrót.
bezsenność moja długoterminowa i przewlekła powoli otwiera mi oczy w nocy, a zamyka w dzień. jaskrawość tego świat ciska strzałami, że powieki opadają. w dzień też nie jest lepiej. samemu źle, w tłumie jeszcze gorzej. jakoś nie potrafię zapanować nad wszystkimi procesami zachodzącymi w moim wnętrzu. mniej lub bardziej silne fobie społeczne (albo coś w tym rodzaju. coś czego zidentyfikować nie potrafię.) zamykają moje ja w ciasnej skorupie własnej głowy i zawiłych myśli. odnoszę więc kolejną życiową porażkę i wracam do mojego "królestwa". wracam i klnę się soczyście. że znów nie tak, że nawet tego nie umiem i nawet na to mnie nie stać. że i tak źle, i tak nie dobrze. a "złotego środka" jak nie było, tak nie ma. dlaczego ja nie mogę być normalna? no dlaczego...,no?!
z tego kraju to już powstało jakieś cholerne państwo kościelne i jak się jeszcze okaże, że przez tego psychopatę marcinkiewicza i jego Wielkie Zarządzenia nie będę mogła pojechać z początkiem czerwca na weekend nad morze, to dostanę kurwicy.
20:42
żyć nie umierać! cierpię na przewlekły brak gotówki, bo nie każdy dług jest tak samo ważny. bo długi studentów muszą być spłacane z lichwiarskimi procentami, a długi uczelni to już zupełnie inna bajka... żyć nie umierać! wydzwania do mnie 40-letni psychopata zapraszając mnie do kina, nie wiadomo skąd znający mój numer. a to już przestaje być zabawne...