tym razem było już lżej. lżej i bezpieczniej. może dlatego, że bieżące historie nie są tak bardzo drastyczne, jak streszczenie całego życia. a może po prostu tak bardzo przyzwyczaiłam się do tego, że mój pogląd na drastyczność wypaczył się i pominęłam co poniektóre wątki, które uznałam za normę i standard.
spakowana, wystraszona i prawieżegotowa, bo być może czeka morze. trzeba będzie wstać z kurami albo i wcześniej. popitalać po-czwartej przez miasto, bo wyjazd czwarta-czterdzieści-pięć. /jak ja zniesę te nieludzką godzinę?/ potem stres mój sięgnie zenitu, ale widać taka już ze mnie panikara. mam tylko, że mój łikend będzie gramotny, a stres przejdzie natentychmiast. - jakby to powiedziała pewna pani, którą wtajemniczeni znają aż za dobrze. pff.
♪♪ coma - ostrość na nieskończoność.mp3