a ja egzystuję jakoś. pomimo głosów wewnętrznych tudzież permanentnie* wyrzutów sumienia dręczących moje właściwe JA. pomimo zmęczenia monotonią oddychania i tym, że wciąż jest dziś, a jutro pozostaje marzeniem. pomimo permanentnego* stresu przewlekłego, którego powodów nie wymienię, bo szkoda czasu i atłasu. kreuję kolejną namiastkę prawdziwego życia. żenada. RE., etc. ciekawa jestem tylko jak długo to potrwa. bo w to, że wniesie coś konstruktywnego poza ubarwieniem owego czasu, to ja już nie wierzę.
a co do jutrzejszego spisku, to nawet nie odczuwam wyrzutów sumienia. normalnie nic, zero, null. oj, chyba schodzę na psy...
//wielu rzeczy nie pamiętam. naprawdę wielu, ale czasem przyjdzie mi do głowy taki głupi pomysł. potem szybko idzie sobie precz, tylko śnią mi się takie bzdury, że głowa mała. że żal wspominać. są jacyś mężczyźni i jakieś kobiety, pocałunki ich, i moje. czasami nawet nasze wspólne. no przecież mówię, żal wspominać. zwłaszcza po przebudzeniu.
* dziejszy odcinek permanentnie sponsoruje słowo "permanentnie". dziękuję za uwagę, że hej, że ho... ho-ho, o.
30. października; 17:30
no i to by było na tyle w ramach namiastki prawdziwego życia. z prawdziwością to za wiele wspólnego nie miało, może jedynie z marzeniem o prawdziwości. taka sobie chimera, która umiera gdzieś w wielkiej wirtualności, tworząc ciąg dalszy już tylko w mojej głowie...
♪♪ renata przemyk - bo jeśli tak ma być.mp3