piątek, 6 października 2006

obcy III i inne androidy

epizot trzeci - całkiem obcy i mroczny. siadam w kącie, narracja trwa. załączam tryb outsiders'ki i przeczekuje czas, który mi tam pozostał. tak jakby przeczekuje życie.

kłamał. oni wszyscy kłamią i to w żywe oczy. kłamią kiedy ich się o coś pyta, albo sami bez rzadnych sugestii. tak jakby wiedzieli, że kłamstwo jest tym, co w danej chwili pozwoli nam przetrwać. odwróci uwagę od meritum. a oni zdąrzą uciec nim zauważymy, że to kolejne kłamstwo. później pójdą kłamać komuś innnemu, a jeśli nawet kiedyś wrócą to zawsze z przekonaniem, że stare kłamstwa już wyblakły i przyszedł czas na nowe. i to się tyczy wszystkich, bez wyjątków. bo kłamstwa są tym co w ich mniemaniu pozwala nam oddychać głęboko, napierać powietrza w płuca i wydmuchiwać je, i tak w kółko... uważają, że tylko kłamstwo pozwala pompować naszą krew, przyprawia o zawrót głowy i daje szansę. i wiecie co? w gruncie rzeczy, mają rację...

a ja naprawdę oddycham tylko wtedy kiedy się śmieję. ale doprawdy nie wiem kiedy ostatnio śmiałam się tak naprawdę... tak naprawdę, naprawdę. czy raczej kiedy się uśmiechałam... nie, nie macie racji. nie wyjchodzi na jedno.

i fajnie jest kiedy ich nie ma. można zapomnieć sobie o życiu, choć na chwilę, na małą chwilkę. siadamy sobie wtedy z elitą i lachamy do upadłego. że aż boki bolą i w dołku ściska. i nie ma głupich, nie ma mądrych, nie ma, że nie wypada, że tak nie można. trzeba, bo się pęknie inaczej. potem, potem to już się nawet nie pamięta po co, dlaczego, z jakiego powodu i w jakim kontekście. potem wraca się do siebie, do własnej rutyny.

a teraz zróbcie sobie nową bombkę. o!



--
niedziwujesie-niedziwujesie a ja może troszkę. ale tylko troszkę, a może jeszcze mniej. bo w nocy budzi się we mnie mały bohater. taki co niesie ze sobą całą mase niestoworzych opowieści i mydli oczy, i zatruwa umysł. a w dzień? dzień to już inna historia, za dnia rządzi mną mały, ale całkiem duży... terrorysta.


♪♪ hey - mru-mru.mp3