czwartek, 7 grudnia 2006

odziana w ciszę, owinięta w noc... skraplam się

zostatałam przyłapana. przyłapana i zdemaskowana w moich obdartych gaciach, wyciągniętej bluzie, uplingniętym koczku, gębie świecącej jak psu... nie powiem co, o. i nic się panu za to nie należy. żadna ocena ani przecena. pan sam był w garniaku. nie wpuszczamy do domu domokrążców, o nie. z jeżowato-żelowymi fryzurami zwłaszcza.

złam. złam. złam. bo godzina zmarnowana. bo znów tydzień nerwów i frustracji (a z tego co pan dr SAMO-ZŁO dziś naopowiadał, od tego to już tylko krok do agrrresji) bo znów późny obiad w boczki wejdzie. bo to nie w erze i nie takie numery. bo pracy na leszka brak. bo nabić atramentem się nie da. bo się leje. bo męczyć się ręcznie trzeba będzie. bo wolny poniedziałek szlak jasny trafił. bo znów łikend zapowiada się w papirach. bo o.

--

cicho. to tylko ja pod osłoną nocy. cicho. to tylko ja zasypiam w ubraniu i budzę w środku nocy. gdzie bądź. gdzie popadnie. i nic się nie stało. trzeba zamknąć oczy, wytrzeć nos i dalej BYĆ. cicho, to tylko ja. ja. tylko ja. ubrana w ciszę. zawinięta w nocy koc skraplam się słono. cicho, to tylko ja, tylko ja... jeszcze ja.


♪♪ krajewski - dwie sowy.mp3 *



* namiętnie i bezustannie toniemy we wszystkich pięciu oceanach. PŁYWANIE SUROWO ZABRONIONE!