piątek, 25 maja 2007

oszukańczo

dżony mi chyba przechodzi, wychodzi... bokiem. no dobra, nie tak dokładnie, ale wmawiam to sobie nagminnie. żeby uwierzyć. z resztą tak obiektywnie patrząc na sprawę nie widzę siebie obok, u boku, przy. mimo wdzięku, aparycji, uroku osobistego jest coś nie teges w tym. w nim. coś bliżej niezidentyfikowanego, coś co określam mianem figo-fago kawa marago. wymownie, wymownie.
(znów mi każą żebrać o dodruk, bo się skończyły. kurdę, no kurdę.)

sama się oszukuje, mejle do siebie pisuję. udaję, że to już, że jestem na dobrej drodze do wspaniałości. a tym czasem skrzynka odbiorcza świeci pustką, a ja czekam. dziwnie, naiwnie. już nie beztrosko. już mi puchnie mięsień sercowy. już mi spada ciśnienie w oczach. ulecieć chce. a ja wciąż czekam. tak dziwnie, naiwnie. po nic czekam. wariuje, świruje i czekam. do końca i bez końca. czekam. po nic czekam.

przedziałach pisane wiersze. stopy obtarte, pot na czole, zachrypły głos. ale się opłacało. tu jest piotrkowska i tu są sklepy. no wow. niezauważyłabym. ale ale nie można być zbyt okrutnym. fakt, podryw chłopczykowi ni jak nie wychodził, ale jakby nie było odwagą i inicjatywą się wykazał. to już coś, mnie nawet na tyle nie stać było. co prawda spalił chłopczyk, bo ja gruncie rzeczy wiek nastoletni mam już za sobą. ja tak tylko młodo wyglądam. ale cóż. a potem już tylko mała demitologizacja. ale i tak bosko, beztrosko. starsi panowie dwaj (w domyśle: j. baran i a. ziemianin) może niezbyt dobrze czytają twórczość swoją, ale piszą jaknajbardziej cudnie. tak łagodnie i swobodnie. ach, ta recenzja. ach. krótka acz treściwa. ach, ta dedykacja. ach. krótka acz treściwa. ach. (a ponoć wciąż jakieś achy odchodzą).

przyszło zaproszenie na rozstrzygnięcie konkursu "o laur topoli". za tydzień. ale jakoś nie potafię zbytnio się tym ekscytować. co innego mi głowie. niestety nic to mądrego nie jest. co wcale nie dziwi.

--

sobie tracę nadzieję na cokolwiek. powoli albo wreszcie. sobie jestem sama. bez przerwy. do znudzenia. sobie piszę pracę. skracam pracę. udaje, że mam milion spraw. wiecznie. zagłuszam pustkę. bawię się w związek ze sobą samą. u mnie jak zwykle po mojemu. bez odbioru.


♪♪ maleńczuk & waglewski - koledzy.mp3