chłopiec zza wielkiej wody nie odzywa się choć obiecywał. ja nawet nie mam zbytniej ochoty, ani siły na dopominanie się o ten kontakt. jak mi się przypomni to może i przypomnę mu o sobie. ale może...
a tak poza tym działo się trochę. i rowerowanie i w rowie lądowanie, w oście rzecz jasna. i spacerowanie poprzez pola od słońca nagrzane. i wreszcie ognisko miało dziś być na wsi, ale deszcz popsuł szyki. więc był gryll. elektryczny niestety, ale nie ma co narzekać. było i jabłkobranie i wierszy czytanie.
wszystko ładnie-piknie, ale myśl o planie na przyszłość, a raczej o jego braku zatruwa głowę bardzo... nie lubię tego międzyczasu. braku koncepcji, kontroli, bezpieczeństwa.
komputerowiec ten co zwykle odwiedził me progi. i odczucia te co zwykle. żanka powinna pamiętać... tym razem było równie uroczo towarzysko. tym razem nawet obnażył się przede mną. ja wiem, że to tylko tak z kontekstu, pokazać pryszcze na plecach. (fuu! wiem!) ale jakby nie było mogłam patrzeć na co innego i skorzystałam z okazji... wiem też, że te wszystkie moje odczucia to pewnie w większym stopniu kwestia wyjałowienia emocjonalnego, ale trudno tu racjonalnie myśleć z takim podejściem i takimi potrzebami. teraz pozostaje mi czekać. już niedługo przyjdzie znów do komputera rzecz jasna. nie do mnie. ja się napatrzę, nasłucham... na resztę życia.
a teraz jest dżess nocą. parny, mglisty dżess i noc taka duszna, taka młoda. w noc się przejdę po pajęczynie marzeń. w noc. cała przede mną. cała nade mną. i filiżanka herbaty zastygła w tę noc. słucha...
♪♪ norah jones - rosie's lullaby.mp3