wtorek, 3 lipca 2007

zwariuję jak nic!

czym bliżej obrony staję się coraz większym kłębkiem nerwów. już dziś poobgryzałam wszystkie paznokcie. niby zostały mi jeszcze te u stóp, ale to już byłby hardcore. drażni mnie wszystko. z(a)wodzenie rodzicielki, niejasność poczęstunku dla komisji i pytań, które pozwolą mi uzyskać wykształcenie "wyższe zawodowe" lub też dla odmiany pogrążą mnie całkowicie i sprawią, że ostatnie trzy lata mojego życia okażą się chybioną inwestycją. drażnią mnie piekące usta, czas wolno płynący, jaskrawe pokemony blogowe i ich nieziemskie przemyślenia. do zgryzoty doprowadza ich para-poetycka "tfórczość" odbierając resztki cierpliwości i natchnienia. smaczku dodaje brak koncepcji na przyszłość i wciąż puste dłonie, i kieszenie.
pani nosowska rację ma. nie da się żyć, zwariuję jak nic! ach, i ponownie niech żyje skrajny neurotyzm, niech żyje, niech żyje, niech żyje! ave!

chłopiec (a właściwie już mężczyzna) zza wielkiej wody znów po latach trzech jest przelotem w mojej zapyziałej dziurze. nic się nie zmienił. nadal wywołuje przyspieszone bicie serca i trudności z utrzymaniem nóg w stabilnej postawie. jak (jeśli) spotkamy się znów pobudzą się moje demony i ponownie zacznę żyć iluzją. nocą marzyć, spać za dnia, wieczorami czytywać księgi zakazane przez romana wielkiego-wszechmogącego albo takie co lada dzień zakazane będą.


----
noszę się z zamiarem przeniesienia tego całego majdanu. ale, ale czas pokaże...