trudno dyskutować z absurdami. trudno przeciwstawić się im.
odwiedziłam salonik. i już cegła spada mi na głowę. alealeale, zobaczymy co z tego wyjdzie...
robi się ciasno. coraz ciaśniej. przestrzeń na oddech, na roztrząsanie myśli po kątach, na rozpamiętywanie sekund, na międzyczas, bycie sobą i z sobą niebezpiecznie kurczy się. mój wewnętrzny instynkt samozachowawczy każe mi otworzyć okno. tak na ośwież. wyrzucić wszystko co przytłacza, przygniata, tłamsi i osacza. wszystko czym wcześniej oddychało się. czasem tlen można pomylić z eterem... (puenta taka błyskotliwa mi się wymsknęła.)
tylko, że może nie tak drastycznie. może warto czekać... na cud.
w tak zwanym międzyczasie odwiedził nas kolega z południa.
mała dygresja:
biograficzny psikus taki trochę. los jest zwariowany, nieprzewidywalny, tajemniczy. i trochę mam mu za złe, że tak okrutnie bawi się człowiekiem.
♪♪ edyta geppert - pocieszanka.mp3