poniedziałek, 24 marca 2008

demony wojny powracają

miało być tak. scena akt. ja i przeszłość okiełznana. idę, podążam, zmierzam. miał być szacun, uśmiech szczery. nie, żadne bajery.
no to tak, nasze kochane wzhe na wspak. cała w kwiatkach wybrałam się tam za sprawą, za interesem. a że przy okazji powącham mury, prześledzę pęknięcia w tynku to wszystko sprawi, że wspomnienia odżyją. pączkujące w mojej jaźni ponad pół roku, urośnięte do rangi okazałego dębu, obrosłe w sentymenty jak w bluszcz wyobrażenie wielkości w jednej chwili zostało ścięte nierówno, niedbale. jak to drzewo pod gosinowym oknem. czar prysł i znikł. pani (nie-powiem-która) na (nie-powiem-jakim) stanowisku (powiem-jak) przypadkiem się znalazła. no bo żeby nie wiedzieć, że informację o uczestniczeniu na zajęciach z danego przedmiotu to ja mam w indeksie i suplemencie? to zakrawa o ignorancję...?! nie, to już szczyt głupoty i niekompetencji! (tak, dobrze czytacie - niekompetencja - słowo klucz!) a że potem te dąsy, grymasy, słowa pomarszczone jakby to ja sobie to wszystko ubzdurała, wymyśliła. jakbym przyszła tam i żądała kamienia filozoficznego, tego z książki o harrym p., co go teraz wyświetlają w TiVi na święta. a ja tylko program przedmiotu jednego chciała, sylabus inaczej, ot taki spis tematów realizowanych w jego zakresie. skomplikowana sprawa, co nie? cóż, że podstawa na wszystkich uczelniach. no może z wyjątkiem tej... ale luss. kij im w oko. byleby tylko mi z tą "żmijką (przypadkiem) na stanowisku" nie było mieć nic więcej do czynienia. uff.

jest też kolejny powrót do domu. odkrywanie kolejnych demonów i witanie starych. upychanie trupów po szafach. (wyświechtana metafora, wiem.) ale starczy. wyświechtany temat, wiem.

a tak poza tym a tak poza tym zgubiło się cudny brązowy kolczyk. nowy zupełnie i bajerancki. i praca się pisze. bardzo powoli, ale jednak do przodu. martwi się o recenzję bardzo-bardzo długiego i nudnego podręcznika. myśli przyszłych weekendach, które malują się w dość szarych barwach. sączone będą powoli, samotnie. wieczorami się będzie myśleć o mijającym czasie, odliczać, odhaczać. tęsknić. rozpaczać wyjąc do księżyca i do innych rzeczy, które jego są. tak właśnie będzie. (bo zła karma nastała. nagłych terminów, pospiesznych prac, wielkich obowiązków na wczoraj.)

i znów w stresie. w czekaniu. marudzeniu. narzekaniu. znów w niepewności jutra. bo żeby nie było, żeby się nie zdarzyło.