poniedziałek, 7 kwietnia 2008

wiosna - cieplejszy wieje wiatr

(od przyjazdu minęło półtora tygodnia. chyba zdążyłam już przestawić się na tryb wrocławski. bo zamieszanie w życiu mam. trzy domy, cztery światy równoległe. tam, tu i gdzie indziej. przy czym tam zwykle oznacza miejsce, w którym akurat nie przebywam, tu obecną moją sytuację, a gdzie indziej to zupełnie magiczne miejsce tudzież ówdzież stan. realne/y, ale magiczne. takie wzniesione na wyżyny - nie tylko emocjonalne - i takie "do kwadratu".)

a tak w ogóle to wiosna. w tramwajach czytam pana srokowskiego albo słucham pana grabaża. wypełniona po brzegi natchnieniem chadzam na podwale i ze wszystkich sił staram się usłyszeć śpiew ptaków w wielkomiejskim szumie ulicy. zaopatruję się w nowe majtki na świebodzkim, tak na pohybel słońcu. na nowo odkrywam fontanny miejskie, które masowo zaczynają być uruchamiane po zimowej przerwie. (...) a już w połowie marca na na samym środku kazimierza wielkiego, na pasie zieleni pomiędzy torami tramwajowymi zakwitły krokusy. tak na przekór wszystkiemu. pędzącemu czasowi, spalinom i wielkanocnym śniegom. na złość losom nieprzychylnym.

--

ja tu (na dziś dzień wrocław), a tymczasem tam (kołtunowo moje) rozwożą mnie papierową na autobusowych szybach, puszczają w eter za pośrednictwem radia naszego. domniemywam, że to pewno szprycha duszki. miło, owszem.

jeszcze dwie inne przypadłości:
- styczniowy kalejdoskop co sobie o nim zapomniałam,
- wyspa znaleziona przypadkiem w empiku.