Jesień oscentacyjnie trzasnęła drzwiami i wyszła, na nią ponoć już pora. Zimy na horyzoncie wypatrywać ciężko.
Nie owijam się w koce, ani nie obżeram mandarynkami do upadłego. Nawet orzechy w czekoladzie nie mają aromatu piernika. Kawa jest bardziej z mleka niż z gorąca. Burość obraża grudzień. Nie czuć świąt, mrozu. Nie ma poezji, nie ma oddechu Pani M. Nie ma jak żyć, nie ma jak śnić...
![]() |
*
Marzyłam o dopłynięciu do spokojnego portu w łódce przytulnej, łódce kojącej. Tymczasem wciąż tkwię na warczącym lądzie bez perspektyw na ucieczkę, na ocalenie. Tonę w oparach codzienności, roztapiam się w jarzeniowych rozbłyskach.
