niedziela, 18 grudnia 2011

Ni (c)hu (c)hu


Jesień oscentacyjnie trzasnęła drzwiami i wyszła, na nią ponoć już pora. Zimy na horyzoncie wypatrywać ciężko.

Nie owijam się w koce, ani nie obżeram mandarynkami do upadłego. Nawet orzechy w czekoladzie nie mają aromatu piernika. Kawa jest bardziej z mleka niż z gorąca. Burość obraża grudzień. Nie czuć świąt, mrozu. Nie ma poezji, nie ma oddechu Pani M. Nie ma jak żyć, nie ma jak śnić...



(na tapecie króluje kanaryjski kot uliczny - wolność i niezależność w pigułce, a wszystko okraszone beztroską)








*
Marzyłam o dopłynięciu do spokojnego portu w łódce przytulnej, łódce kojącej. Tymczasem wciąż tkwię na warczącym lądzie bez perspektyw na ucieczkę, na ocalenie. Tonę w oparach codzienności, roztapiam się w jarzeniowych rozbłyskach.