niedziela, 19 lutego 2012

"Ersatz, cholera, nie życie..."

Kiedyś centrum mojego wszechświata stanowił pokój na czwartym piętrze z widokiem na łąkę. Dziś centrum jest tam, jestem ja. Wbrew pozorom to mało budujące. Jako ktoś, kto oficjalnie nie ma swojego miejsca z uporem maniaka staram się stworzyć swój prywatny wirtualny dom. Pełen bezpieczeństwa, zapachu świeżego powietrza, kakao zimą, bzu latem. Ciągle zarastam w nim kurzem, brudem i pajęczyną. I jak to zwykle bywa, zamiast posprzątać robię jeszcze większy burdel.

Z biegiem czasu robię się coraz bardziej aspołeczna i co ciekawe, dobrze mi z tym. Najprzytulniej w ciemnym pokoju, samotnie herbatę z malin popijając marzyć o życiu. Albo tuż przed zaśnięciem połykać wciąż te same historie jak powietrze.

Skończyły mi się pomysły na bycie człowiekiem.