niedziela, 1 listopada 2009

Inna

Rozmywa mi się tu horyzont. Ciasny mam pokój i w głowie. Telenowele, kapitalistyczny konsumpcjonizm. Zbyt lekko i bez polotu. Jak nie ja. Humanistycznie zdegradowana podążam w dalszą stronę. Niewłaściwą, nie służą, ale dalszą.
Zreformowana ja unika konfrontacji z metafizyką, czerpie przyjemności z tandetnych, niskich drobiazgów, zawstydza własne ambicje. Wszystkie swoje litery, które do tej pory zgrabnie układały jej się w strofy, a teraz jedynie kuśtykają ku drogerii, by się upiększać rzecz jasna.


Manipulacja podmiotowością człowieka, która służy jedynie celom koncernu. I mój idealizm wpół rozdarty. Tak pomiędzy dążeniem do doskonałości we wszystkim i w tym co jedynie słuszne. Ni jak posklejać czy dopasować.


Codziennie obiecuję sobie, że wygrzebie starą siebie z tych zgliszczy pudru i różu. Że się w końcu za siebie wezmę, zacznę znów pisać dobrą poezję, czytywać jeszcze lepszą. Że się od-kartkuję i więcej miejsca w mojej torebce zajmie opasły zeszyt z myślami.


Bo żeby tak znów zacząć sięgać myślami głębiej jak mówić nie ma do kogo. Żeby tak.