wtorek, 15 lutego 2005

coma

Rugocki moim guru! Na wieki wieków amen. Mimo swojej urody pozornej /pasztet zwykły jest/, która po czasie jakimś staje się znośna i atakcyjna nawet. /gawliński to cieć. to tak na marginesie w odezwie do moich daaawnych upodobań./ Było trzeba to przeżyć. Jakby dla mnie śpiewał. Tylko dla mnie. Bo muzyka w sercu dudniła, bo herbata wziosła krzyk. Muzyka przepływała przez każdy zakamarek ciała. Rozchodziła się razem z krwią, była muzyką, byłam rytmem. /no nie mogę. posikam się z wrażenia./

Takie potrzebne, żeby na chwilę się oderwać. A później strach przed powrotem do jako takiej normalności. Powroty nie zawsze są radosne. Powroty czasem bolą.

Teraz zwyczajne dubi-dubi-dam jazzowego klimatu z rana. Za ciasna głowa na wszystkie myśli. Stek bzdur(?) Za ciasna skóra. Noce snów bezsenne. Gryzące poduchy w akcie desperacji. Czas niepokoi. Czas.


♪♪ Coma - Zaprzepaszczone siły wielkiej armi świętych znaków.mp3
only in my mind