piątek, 4 lutego 2005

telefony, telefony

O Jezusie Nazareński! Pierwszy raz w życiu trzęsły mi się pośladki! No dosłownie dygotły. I być może przesadzam. Być może, może. Albo i nie, bo rozkładanie tej sytuacji na czynniki piewsze nieciekawie wypadły dla nich. I ufność moja uszczerbku doznała. otco. Tak więc, towarzystwo wzajemnej adoracji - fakju! A udawanie Wasze przyprawia mnie o torsje, na których braki w ostatnim czasie narzekać nie mogę.

Dziękuję za telefon.. Bo to dziwnie dziwne przekonać się, że osoba po drugiej stronie kabla naprawde żyje. I naprawde, naprawde nie jest cyborgiem. A jeśli ja brzmiałam jak 12-latka /to z przejęcia głos mi zmiększył sie jak po płynie cocollino. czy jak to się pisze?/ to rozmówca mój miał lekko zdegenerowany głos. /dżołk/





/trzy. z bonusa chyba zrezygnowano(?)/



Pi-eS.
Ja marzyć o nowa komórka. baaa... /ot naiwniaczka./