sobota, 19 lutego 2005

tydzień

Tydzień dziwny. Tydzień odludny. Z nauką, notatkami, z G. i wieczornymi spacerami. Z miniaturowymi bałwanami posiadającymi wielgachne stopy i pienisy. /tak swoją drogą to chyba jestem prekursorką lepienia bałwanów z pienisami. całkiem ciekawe doświadczenie./ Tydzień o smaku lodów owocowych z lodziarni na rogu. I ze statkami origami zrobionymi z czego się da i pozostawionymi na stoliku. /a niech kelnerki podziwiają i sprzątają te cacka./ Tydzień z nowym telefonem. Ale i tydzień z nowymi pamiątkami na ręce. Bo czasem lepsze warunki do nauki są w szpitalnym kiblu niż we własnym domu. Bo czasem trzeba emigrować tu i tam.

Zwyczajnie myśli opanować nie mogę. Po całym dniu nauki, czując rwanie w lewej ręce w głowie szumią myśli. Szumią lekko, ale nie są lekkie. Cieżko mi znaleźć się w rzeczywistości.

"jestem jak każdy inny człowiek, czasem swych błedów nieświadoma. przychodzę swym ciepłem się podzielić. zostawiam zgliszcza..."





/to już jutro!/