Krótko dziś będzie i zwęzłowato. /mam nadzieje, bo czasu i sił brak./ Że w piątek R. zaskoczył mnie siermiężnie. Niby tylko plecak poniósł, ale jednak coś. daa... ja wiem, wiem wszystko i nic. Ale wytrczająco tyle żeby stwierdzić, że będzie mi go brakowało. Mimo wszystko będzie.
Znów język miałam niekontrolowanie niewyparzony. Bo kiedy swobodnie się czuję efekty widać co rusz. Angielski tym razem na tapete ruszył. Bidna pani, bidna. Nie wiedziała tego i tamtego. Ale nie ma, że nie wiem! Po minucie może otrzeźwienie przyszło nagle. Ale nic, złości nie było na osobę moją. Tylko zaskoczenia trochę i śmiechu też. /w dziwny, niedorzeczny i niezamierzony sposób zaimponowałam R./
W sobote udało się jednak pojechać do Łodzi. Jedzenie zawijańca w markiecie to nic smacznego. Trzecie życie kurczaka nie jest tym o czym marzę noce i dnie.
Poniedziałkowa inforatyka i późniejsze grupowe kucie pedagogiki u A. Troche zamieszania było, niesmak w myślach został, ale w rezultacie dziś oceny jaknajbardziej pozytywne. Ale, ale myślmy o tym co przed nami. Bo SESJA - tego powinni zabronić!
/pięć + bonus. pff./