sobota, 19 marca 2005

prawo serii

Czuję się jak seryjny morderca. Z minuty na minutę zabijam kolejne sześciesiąt sekund. A one nie pozostają mi dłużne. Jestem coraz bardziej martwa. Miałam plany i myśli. Plany trafił szlag, myśli jakoś teraz nie chcą spływać do głowy. Mało istotne. Nawet gdybym chciała wyjść wcześniej nie mogę wyskoczyć z piżamki i przebrać się. Ja w ogóle nic nie mogę. Podniesienie nogi do góry wyczerpuje mnie jak dźwiganie betonowych kloców.

Piątek wieczór zamelinowany w szkole. Przy kawie i herbacie, bo na bar nie stać. Każde wyjście jest dobre byleby nie siedzieć samemu w domu... z rodzicami w domu. Na jedno wychodzi. Znów gdanie o... Ja zbyt dużo wymagam. Od siebie, od innych. Tak, zdecydowanie za dużo. I dziś film za filmem z G. Skupianie się na bele czym byleby nie myśleć o tym jak jest rzeczywiście. Albo jak nie jest. I o tym, że nie wiadomo jak być powinno, bo jakby nie było to i tak będzie do dupy. I to w tym wszystkim jest najgorsze. Nie to, że będzie do dupy, ale sama świadomość takiego odczuwania wszystkiego wokół cokolwiek by to było. /coś chyba od rzeczy pieprze. jak mi to z lekka pobrzemiwa./

Zgrubłam. Zaczynam chyba z setną z kolei dietę. Z czego do tej pory tylko jedna okazała się udaną. Ta sprzed trzech lat. /a i tak muszę znów spróbować. no muszę!/

I niech was Buka prowadzi i drogę waszą oświetla swą chwałą. A "2-metrowa aura zapładniająca plemników" jest całkiem ciekawą teorią. godną uwagi na pewno. /efekt poszukiwań sensu życia w wierze./



"sam siedzę daleko od siebie nawet opuścił mnie mój cień i nic się nie dzieje w głowie mej. w głowie mej chory bałagan. nic się nie zgadza żadna kurwa i żadna mać..."