Sobota wieczór. Było może przed dziewiątą. Wojewódzki robił gnój z kolejnych ludzi w telewizji. Wieczór zaplanowany był na spokojnie. Miał pachnieć mrozem zza okna. Telefon. A może dzwonek? Na wyświetlaczu imię
R.. W słuchawce parę słów:
Co robisz? (...) Bo bym wpadł. Bo potrzebuję. A czy mogę? Dobsz. OK. Grejt. To jest to czego pragnę przed snem. Bo on potrzebuje. Ale ja nie. No i wpadł. Przykleił się do komputera. Zalogował na czacie i zaczął którąś koleją ze swoich gierech. Sama nie wiem czy chciałam wiedzieć o co tym razem chodzi. Kolejna zemsta? Czy raczej kolejna głupota? /jak na jego rozum odpowiedź pierwsza, na moje oko laika druga./ Kątem oka zaczęłam zerkać. Niby dziwnie mi z tym było, ale w końcu sprzęt mój. A on wpada tu ni z gruszki ni z pietruszki bez żadnych wyjaśnień. Tylko, że mi internet potrzeby. Coś o dziecku było, o ojcowstwie, o wypadku, człowieku bez twarzy, kochaniu i umieraniu. Niby to wszystko kłamstwa, stek bzdur. Niby w ramach zemsty. Nie chciałam wiedzieć więcej, nie chciałam wiedzieć za dużo. Wiedzeć za dużo też nie jest dobrze. Nie lubię takich podejrzanych akcji. Spytałam tylko, czy jego dziecko. Zażartował, zaczął się śmiać. Stwierdził, że nie i opowiedział kolejną nudną anegdotkę ze swojego życia. Usiał obok, złapał za rękę. Zupełnie nie odnalazłam sie w tej sytuacji. W głowie miałam tylko jedno zdanie:
niech on już sobie pójdzie. Zanim poszedł poszeptał pare słów. Już nawet nie pamiętam jakich. Wleciały uchem jednym. Drugim wyleciały. Śmierdział jak nigdy szlugami i potem. /romantycznie po chuju. ale to sie wytnie./ Po jakimś czasie podniósł się i przed wyjściem znów zaczął szetać coś i
słodko seplenić. Na mnie to już nie działa. Już nie. Wróciłam do pokoju i otworzyłam szerzej okno. Wywietrzyć ten smród trzeba. Wywietrzyć. I film na
TVN. Historia rodem ze sfiksowanej Ameryki. Coś tak jakby o
psychodelicznym kochanku. Na myśl przyszło mi niewinnie - no wypisz, wymaluj R. A za oknem wciąż uparcie pruszył śnieg.
Tęsknię
Justynko. Tęsknie. Dziś tylko smętnie snuję się po mieszkaniu.
Cisza, ja i czas. Tak tego pragnę. I kawy, kawy. Hektolitrów kawy.
§ Irina Dienieżkina - "Daj mi!"