Ok. Czasem napiszę, bo nie wytrzymam. Po pierwsze: nie mam internetu. Po drugie: mam go tylko pod nieobecność rodziców (po kryjomu). Po trzecie: wreszcie skończyłam praktykować.
Tak, więc żyjemy sobie we dwie. Ja i moja przyjaciółka - silna depresja. To znaczy ona żyje, ja oddycham jeszcze. Jest na tyle silna, że silniejsza ode mnie. I naprawdę moje nastroje są nie do okiełznania. Czasem zastanawiam się cóż takiego zrobiłam, że zostałam pokarana taką rodziną. Odpowiedzi nie znajduję. Szkoda słów.
Wczoraj było się na promocji świeżutkiej antologii. Pierwsze niezdrowe podniecenie, pierwsze autografy i blask reflektorów. pff.