niedziela, 25 grudnia 2005

bocian co sporo namieszał

A miło być tak pięknie. Spokojnie, bez szopek i żadnych udziwnień. Tymczasem prezent, jaki zgotował mi kuzyn woła o pomstę do nieba. Bo uni... bo u nich to... bardzo już ko-ko-kopie. I wychodzi na to, że jako jedyna rodzinna sierota nie będę miała osoby towarzyszącej. Bo najchętniej podarłabym to zaproszenie i rzuciła w pizdu! Tylko jak to teraz oznajmić rozanielonej rodzince. Że ja wcale nie chcę uczestniczyć w tym cyrku. Że wolę nudzić się w domu a nie tam. Że widniejący tekst "z osobą towarzyszącą" to dla mnie wcale nie jest zapewnienie dobrej zabawy, ale dodatkowy kłopot. Że mój świat to z samych samic się składa, a samca nie uświadczysz. Że kieckę to jeszcze w sklepie kupisz, ale partnera to już nie bardzo. /yhh. raczej mocno postanowione: nigdzie nie idę! srał ich wszystkich pies!/

Nie, ja nie potrafię być z kimś. Sama z resztą też nie. Ale wszystko byłoby naprawdę, byłoby... gdyby tylko nie otoczenie. tja.


--
"możesz bredzić... pleść bzdury... androny... tylko błagam cię: nie mów, nie mów, tylko nie mów do mnie jak do żony!"


♪♪ Katarzyna Groniec - Sztuczny miód.mp3