piątek, 19 listopada 2004

a na dworze zapiździucha, ino wiater w dupę dmucha

A dziś z rana obudziłaś się z krwią w nosie. Jak za dawnych lat, nie? I śnieg padał rzęsiście jak przed rokiem. I stary blog i stare myśli, ale jakoś sytuacja nie ta. I dziękuję za wczoraj. Chyba tylko sama sobie. Nie sądziłas M., że potrafisz jeszcze z ta osobą normalnie rozmawiać potrafiła i malo tego lubisz to, bo lubisz tę osobę. Bo warto bylo. Bo niewielu znasz ludzi, ktorzy tak dobrze cie znaja. O ktorych mozesz powiedziec, mimo wszystko wiem, że prawdziwy. A o E. nic nie powiem! Nic a nic, jak na złość. Bo nie zawsze wyszytko jest takie jak wygląda.

Wykładowcy olewają, na zajęcia nie docierają. Czeka sie na nich i różne głupie głupoty przychodzą do głowy. Pokazujesz reszcie niecenzurowane obrazki on-line i owa resza dostaje fiu-bździu. Żeby było jakoś. Telefonicznie, spazmatycznie, erotycznie. A ty tylko sidzisz z boku. Obwerwujesz. Podziwiasz siłe i moc. Bo ty tak nie potrafisz. Ani tak, ani jeszcze inaczej.

Alarmy pożarowe czasami dzwonia same z siebie. Wywołują hasła informujące: pali się!, wywołują nerwowe drżenie nóg, nadzieję i pozniej jej utratę. W zginięciu w pożarze nie brałabym udziału. Za zginięce w pożarze zabrali by mnie do nieba. Co nie?

Co one wiedzą? No co? Gówno! Rozmądrzają się, dyskutują nie mając pojęcia o tym jak jest, jak może a jak nie. A póżniej nerwy ci puszczają mała M. i krzyczysz ze złości i tupiesz nóżkami z rozpaczy. A może na odwrót...(?) A poźniej kawa ma smak jadu. I mimo łagodzenia sytuacji cukrem pozostaje w pamięci.

(...) przez noc zasypie śnieg nasz park... Bo nigdy nie bedziesz M. [dobą] żona. Nie szorujesz podlogi trzy razy dziennie, kartofle strugasz za grubo. Toż to zbrodnia przecie, co nie? A ty M. nieżywa jesteś. Gubisz gdziepopadnie czapki, rękawiczki, klucze, dokumenty. Starsze babcie wpychają się przed ciebie w kolejkę. A lód klei ci się do nogawek. Psycholożkę olałam. A za moim oknem wyrósł bałwan. o!

A wieje, pada. Normalnie armagiedon.

♪♪ Nosowska - Znów płakałam.mp3