Wykładowcy olewają, na zajęcia nie docierają. Czeka sie na nich i różne głupie głupoty przychodzą do głowy. Pokazujesz reszcie niecenzurowane obrazki on-line i owa resza dostaje fiu-bździu. Żeby było jakoś. Telefonicznie, spazmatycznie, erotycznie. A ty tylko sidzisz z boku. Obwerwujesz. Podziwiasz siłe i moc. Bo ty tak nie potrafisz. Ani tak, ani jeszcze inaczej.
Alarmy pożarowe czasami dzwonia same z siebie. Wywołują hasła informujące: pali się!, wywołują nerwowe drżenie nóg, nadzieję i pozniej jej utratę. W zginięciu w pożarze nie brałabym udziału. Za zginięce w pożarze zabrali by mnie do nieba. Co nie?
Co one wiedzą? No co? Gówno! Rozmądrzają się, dyskutują nie mając pojęcia o tym jak jest, jak może a jak nie. A póżniej nerwy ci puszczają mała M. i krzyczysz ze złości i tupiesz nóżkami z rozpaczy. A może na odwrót...(?) A poźniej kawa ma smak jadu. I mimo łagodzenia sytuacji cukrem pozostaje w pamięci.
(...) przez noc zasypie śnieg nasz park... Bo nigdy nie bedziesz M. [dobą] żona. Nie szorujesz podlogi trzy razy dziennie, kartofle strugasz za grubo. Toż to zbrodnia przecie, co nie? A ty M. nieżywa jesteś. Gubisz gdziepopadnie czapki, rękawiczki, klucze, dokumenty. Starsze babcie wpychają się przed ciebie w kolejkę. A lód klei ci się do nogawek. Psycholożkę olałam. A za moim oknem wyrósł bałwan. o!
A wieje, pada. Normalnie armagiedon.
♪♪ Nosowska - Znów płakałam.mp3