Zima przyszła. Tylko na cholere mi ona? Przez śnieg, przez mróz, przed księdzem usiekając w piątkowy wieczór razem z G. do liceum. Ohhh... jaka to była podnieta. Bo me gały już 8 miesięcy tej szkoły od środka nie widziały. A więc poszłyśmy z okazji wieczorku autorskiego mojej guru z kółka literackiego. /ta, która jak i ja rzyga wrocławiem i dostaje dreszczy na sam dźwięk i widok słowa. ble. pff. bo ja czuje to miasto i to jest w tym wszystkim najgorsze. a w tym mieście nie ma życia. tam można tylko istnieć. ten, to przyjeżdza tam aby żyć z wolna umiera psychicznie. wykańcza się, to miasto wykańcza. zbyt ciężkie powietrze, zmeczęnie materiału. to miasto dobre dla egoistycznych narcyzów, wyzutych wszelkich z emocji i uczuć. miasto dobre dla "żywych" pomników./ Najpierw uderzająco charakterystyczny smród II LO uderzył nas w nozdrza. Ale jakże urzekający. Wdychaj G., wdychaj na zapas! Wdychj jako i ja wdycham! Małe oględziny tego i tamtego. Przyklejanie się do szyby sklepiku. Zwiedzanie kibla cuchnącego fajami z niedopałkami w kranie. Coż za przeżycia. Później klasa nr 04. Zapach tulipanów unoszący się w powietrzu, świeczki, mustwo świeczek i ta jedna walcząca z wiatrem. Klimatycznie, błogo. Support trzy /ale zawiłe słowo/, ton głosu męski, wzrok przenikliwy. /za dużo myślę./ Chwile wspomnień i czucia. A później już tylko słuchanie ciszy i pytań, odpowiedzi i ciszy. Zabawy plastikowym kubeczkiem i zespół niespokojnych rąk. Wieś Zeromsko, klimat starych fotografii, lizol na podłogach i zapach tulipanów w barwach żółtych i czerwonych. Dobrze jest odwiedzić czasem stare kąty. Oj dobrze.
♪♪ Kazik - Burbon mnie wypełnia.mp3