czwartek, 27 stycznia 2005

bo przedszkole uczy, bawi nas, bo w przedszkolu miło płynie czas

A do nas przyjedzie Coma! Miesiąca lutego, dnia czternastego, w godzinach wieczornych, dziewiętnastej około. /bilet złotych 15 w przedsprzedaży właśnie. w dzień koncertu złotych 20. pff./ Zlitu się Panie nad Twa wierną córką, niech egzaminów wtedy nie będzie i niechaj kasa się utrzyma. daa...

Żem se była dziś w pseckolu. /czemu mam wrażenie, że wszyscy się smieją?/ W celach wyłącznie edukacyjno-obserwacyjnych metody wychowawczej Marii Montessori'e w praktyce. /ale mądre i skomlikowane zdanie udało mi się zmontować!/ Nic tam i nic tu, ale ja mistrzynią w kontaktach z dziećmi to raczej nie zostanę. Ale obrazek dostałam. A jak! /Powiedz, Jasiu, powiedz, Olu, gdzie tak miło, gdzie tak miło, jak w przedszkolu./

Ręce trzęsą mi się z lekka bardzo. Ale tylko z lekka bardzo. I w klawiaturę trafić nie mogę też tylko z lekka bardzo. Już krzyczeć przez zamknięte usta nie będę. Bo nie. Bo nie chcę. Bo mnie też boli, a nikt nawet nie wie, nie rozumie jak bardzo. Już milczeć po cichu nie będę. Teraz pomilczę na głos. Tak zwyczajnie niezwykle. Żeby widzieli, bo wiedzieć nigdy nie będą.

Mózg mi się lasuje. Zmęczenie materiału, przeciążenie na łączach. Jakby nie było, jest wykańczająco. A sobotnie włajaże łódzko-konkursowe chyba chuj strzeli. Bo znów w portfelu hula wiatr.