Dzień zaczął się od dłubania w ranach po nożu do papieru. Później już stukot garnków w kuchni niemiłosiernie przypomina mi o tym, że nadciąga dziesiejsze tornado (goście) i wrzaski mojej rodzicielki (do tego ostatniego zdąrzyłam już przywyknąć). Nastepnie poprzytulalam miska pozyczonego od P., ktory swietnie spelnia swoje zadania. Na szczescie P. na razie nie upomina sie o zwrot, ale predzej czy pozniej to nastapi. Mam nadzieje, ze jednak pozniej. P. moze byc pewien, że mis ma u mnie jak w raju, nie katuje misia badziewną muzyką a i katarem tez go nie zaraze. /jaka ja jestem wspanialomyslna.../
Nie, ja nie pomogę szanownej mamusi w gotowaniu i nie ma co krzyczeć, bo to nic nie da. Nie, ja szczęściem nie tryskam z powodu wizyty chrzestnej (i tak juz wiecej kasy nie da ponad to co dala tydzien temu). I niech sie mamusia nie dziwi, bo dzieki tej wizycie ominie mnie rozrywka w postaci 'stron man', ktorzy zawitali dzisiaj do mojego skromnego zadupia. A na częste rozrywki to tutaj nie mozna narzekac. Z reszta uzeranie sie z moim 7letnim kuzynem do przyjemnosci nie nalezy, bo dzieciak jest wyjatko glupi jak na swoj wiek, ze nie wspomne o jego stopniu rozpieszczenia przez dzianych rodzicow. Jak to on potrafi zrobic z nimi wszystko i postawic dom do góry nogami/dupą to ja sie juz nie raz przekonalam.
A więc zawitali, a jak mowi znane polskie przyslowie: "gosc w dom - Bog w dom". Do przykladnych katoliczek to ja nie naleze wiec Bogu dziekowac za ten 'zaszczyt' wynikajacy z ich wizyty nie bede. Dalam kuzynowi gre planszowa. Oczywiscie zarzadal zebym zagrala z nim i tutaj wyszlo na jaw, ze ja rzeczywiscie nienawidze przegrywac. Na szczescie wygralam z tym smarkiem i zachowalam honor. [uff...] Nie zebym az tak bardzo wczowala sie w gre czy w opiekunkę, ale to byłby 'lekki' wstyd przegrać z 7letnim dzieciakiem.
W tej chwili siedzą, jedzą i oglądają kasetę z mojej studniówki [olaboga], a ja wykorzystując nieuwagę całej reszty napisałam co chciałam.
Pan K. zapomnial juz chyba o mnie, bo nie odzywa sie od tygodnia. Telefon milczy jak zaklęty. W sumie to chyba nie powinnam dziwic sie Panu K., ale jesli jednak K. zdecyduje się coś napisać (a moze i nawet spotkac) to ja jestem na TAK.
.dopisek. - 20.18:
A jednak dala troche kasy. Co prawda nie tyle co tydzien temu, ale zawsze cos. Zyc nie umierac! ...powiedzmy.