czwartek, 21 kwietnia 2005

było

Mam wrażenie, że mądra pani postawiła na mnie krzyżyk. Ja wiem, że sprawy nie ułatwiam, ale nic celowo. Wszystko tak samo z siebie, zupełnie prawdziwie, ze środka tak. Natenczas nie potrafię oderwać się od cienia mojej matki, który jest wszędzie. W głowie mojej zwłaszcza. To, że poprzeczkę ustawiam sobie zawsze o centymetr więcej niż jestem w stanie przeskoczyć to wiem nie od dziś. Ode mnie wymagano sporo to i sama mam spore wymagania względem siebie i innych. Zupełnie nieświadomie znów miałam rację, choć przekonywała pani, że jej nie mam. Ale ja przyjdę, opowiem, choć nie wiem, jaki w tym sens. Naprawdę nie jest fajnie wciąż wszystko wiedzieć na pewno.

Dwa lata. Nawet nie wiem kiedy minęły. Tak dużo i takie nic. Pewnie z nas dwojga tylko ja pamiętam o tej dacie, bo po cóż zachowywać w pamięci zbędne rzeczy. Ja jestem świetna w zaśmiecaniu sobie głowy bzdurami. A może niekoniecznie bzdurami... Pomimo tego, co wydarzyło się przez ten czas albo, co się nie wydarzyło a wydarzyć się miało to jestem wdzięczna. Wdzięczna jestem mocno i dziękuję. A za co? Za co i komu to już sekret mój własny. Być może kiedyś, jeśli mi się poszczęści to wyrażę swoją wdzięczność. Być może ludzie widzieć będą, czytać będą, a pojęcia nie będą mieli, że to prezent. Tak, właśnie prezent.


♪♪ Edyta Bartosiewicz - Ostatni.mp3