Mieszane mam uczucia. Z jednej strony mam taki swój mały-duży powód do radości, a z drugiej jako Polka i osoba silnie związana i przyzwyczajona do wielkości Ojca Świętego przeżywam te chwile.
Z jakiś przyczyn najpierw napisze o tym drugim. Wszyscy modlą się o zdrowie papieża. Ale tak naprawdę przez ostatnie miesiące można było zauważyć to, że jego stan się pogarsza i po części przygotować się psychicznie na to, że koniec jest bliski. Ja wiem, że Ci ludzie mają nadzieję na cud. Ja mam nadzieję, że ich nadzieje nie są bezpodstawne. Być może ktoś pomyśli /pewnie wszyscy/, że jestem bezduszna, ale ja stwierdzę, że to czysty realizm. W tej chwili jak większości Polakom jest mi żal jego i nas wszystkich, bo tak naprawdę ciężko wyobrazić sobie świat bez Jana Pawła II, ale teraz jedyne modlitwy, które mają szanse być wysłuchane powinny dotyczyć jego spokojnej śmierci i godnego następcy. Bo kiedy pomyślę o tym, co będzie potem naprawdę widzę czarną dziurę. Ciężko będzie znaleźć równie wielkiego człowieka. Pozostaje tylko modlić się i mięć nadzieję, że ludzkość po raz kolejny będzie miała takie szczęście.
Druga sprawa jest czysto materialna, ale ostatnio naprawdę tylko na ten temat nadawałam i marzyłam o tym. /konsekwencja mojego hopla na tym punkcie./ Dziś tak zwyczajnie, najzwyczajniej w świecie dostałam telefon od blog.pl, że wygrałam główną nagrodę, czyli aparat cyfrowy. /wreszcie wyżyje się zatrzymując tyle chwil ile tylko będą w stanie znieść moje palce. i będzie to cyfrówka, a nie "syfrówka"!/ Może nie jest on żadną rewelacją, ale wiadomo, że darowanemu koniowi w zęby się nie patrzy! :)
PS.
i ja naprawdę mam nadzieję, że to nie jest żart prima aprilisowy...