Niedzielne siedzenie z rękami pod tyłkiem postanowiłam uprzyjemnić sobie filmem. A, że akurat w telewizji miał lecieć "Dzień świra" zdecydowałam się obejrzeć go. Do tej pory film znałam tylko z opowiadań, przedstawiano mi go, jaki super komedię, cytuje:
"najlepszy film, jaki w życiu widziałem, gęba nie od śmiechu bolała!". Po obejrzeniu
zapytowywuję się, ludzie, co w tym filmie jest śmiesznego?! Ten film jest raczej smutny, choć prawdziwy. Adaś Miauczyński to ja, ja i wielu innych Polaków. Nuda, rutyna, rozgoryczenie, żal, stracone złudzenia i wieczne marzenia o wielkiej miłości... To właśnie przedstawia życie głównego bohatera i niestety większości ludzi, choć nie wszyscy uświadomią to sobie. A odpoczynek?! Zapewne nie jedna osoba marzy o tym żeby odpocząć... od siebie, od ludzi od życia. Ale nie można uciec od siebie przenosząc się z miejsca na miejsce. Film jest genialny, bo genialnie prawdziwy. A jeśli już jestem przy genialnie prawdziwych filmach to polecam "Dzień, w którym umrę".
Organizacja Juwenalii idzie pełną parą. W między czasie niektóre plany ulegają zmianie. Bo Pidżama za drogo chciała. Ale za to
fejs tu fejs z Roguckim to może być
CÓŚ przez wielkie
Ce. Drugi raz w tym roku z resztą.
Mokre włosy przyciągają głowę ku podłodze. Ciężko ciężko mi. Jestem przesiąknięta ogólnie mówiąc. Znów uczę się biologii na własnym ciele. madafaka. Jednocześnie marzę o bohaterskim lataniu w przestworzach. No jak ptak, jak ptak! I czasem często udaję, że robię to stojąc na ziemi, że mi tak dobrze i że lepiej być nie może. Może tylko czasem zawieszam działalność, a wtedy tylko woda, kłoda, chusteczka, smyr, połóż głowę na mej głowie.
bo kiedy ciebie nie ma moje piórko jestem wieki, ciężki słoń...
♪♪ Dave Matthews Band - Crush.mp3