sobota, 23 kwietnia 2005

dzień sądny

Wczoraj był jeden z tych dni, o których mówi się sądne. Najpierw nawrzeszczała na nas wykładowca na zajęciach o stresie wpędzając nas w ten stres. Zupełnie paradoksalna sytuacja. Później pałeczkę przejął znajomy, bo tej chwil nawet kolegą nie mogę go określić. Obraził mnie, obraził mnóstwo bliskich mi osób. Nikt wcześniej (poza rodzicielką moją, ale to już jest przypadek specyficzny) w życiu mnie tak nie obraził. Że niby nieświadomie? Tym gorzej dla niego, bo zanim się coś powie to powinno się pomyśleć. Niech się cieszy, że to przez gg było inaczej musiałby naprawdę szybko uciekać. Ban, bo nie psycholog, a życie nauczyło mnie żeby nie zadawać się i nie szanować tych, którzy obrażają mnie zupełnie mnie nie stając. Bo ludzi to ja generalnie szanuje, ale na taboretach siadam. I w tym miejscu chciałabym podziękować jednemu superczłowiekowi za rozmowę, za ciepło, za to, że wysłuchał mojego potoku, że zawsze wysłucha i kiedy potrzeba sam wyleje swój. Za to, że jest... tylko czemu na "końcu świata"?


Wnioski z dnia dzisiejszego:
  • lubię, kiedy trzęsie podczas jazdy
  • części niektórych dzielnic w Łodzi są naprawdę ładne i zielone /no naprawdę...!)
  • za grubo się ubrałam, stanowczo
  • już wiem dokładnie, kto na pewno nie jest mnie przychylny /zabolało/
  • kiedy trzeba potrafię być honorowa
  • przytulanie telefonu komórkowego, z którego wydobywa się Twój głos nie zastąpi mi Ciebie
  • a za tydzień będą u nas Pudelsi



ja cziustwuju siebja płocho patomu szto nie wiżu tjebja.


♪♪ Incubus - I wish you were here.mp3