Środowa nauka z A. zrobiła mi rozgotowany kalafior z mózgu. Teraz nie ma, co się rozczulać nad tym ważne, że się nauczyłam... chyba. I złapałam się na tym, że całkiem nieświadomie tłumaczę historię mojego życia, albo raczej bohatera jej. Zupełnie nie wiem, czemu, ale powinnam przestać to robić w jakikolwiek sposób. Powinnam przestać, co dzień myśleć o tym, bo nie ważne, bo dawno i nieprawda, powinnam zapomnieć. Nie ważne jak, ważne żeby skutecznie. Raz na zawsze.
Dali mi wyróżnienie i dwie książki, ale wcześniej musiałam być na mszy. /masakra./ Wzięłam, co moje, a później zniknęłam co by uniknąć dostania się w ręce pewnego redaktora z "Nad wartą". Właściwie cały czas mam wrażenie, że to wyróżnienie to tak na odczepne, że wcale nie zasłużyłam na nie. Popaprana jestem. Nawet cieszyć się nie umiem. Z resztą ze smuceniem się też ciężko mi idzie. Ostatnio, od miesięcy iluś bezpłciowa jakaś jestem. Całkiem dziwne uczucie.
Idę oglądać zakodowane HBO. Właśnie tak, zakodowanie HBO. Bo w tym nowym telewizorze to dźwięk jak marzenie idzie, a i obraz całkiem wyraźny i naprawdę da się oglądać.
♪♪ Dave Matthews Band - You might die trying.mp3
21:40
Pierdole to wszystko w sam łeb! Z A. jest tak jak myśłałam. Żyć sie odechciewa. Idę się kompać... może w końcu się utopię?!