Jestem zmutowanym dzieckiem moich rodziców, ale jakoś nie chce mi się wyjaśniać korzeni tych przemyśleń. Może, kiedy indziej. W sobotę to raczej nie była zwykła wizyta towarzystwa u A. Tak naprawdę, to ja uciekłam do niej z domu. Bo tam wciąż trzęsą się mury od samego świtu po ciemną noc. Czasami jedynym i najlepszym wyjściem z sytuacji jest ucieczka. Uciekam czasem, nie tylko do A. Ale zawsze tam gdzie jest cicho. Gdzie spokój.
Teraz marzę o spokoju w głowie. Niektórym trudno jest zrozumieć, dlaczego tak bardzo tak bardzo przejmuje się niektórymi sprawami, ale kiedy pomyślę o tym, co będzie niekoniecznie widzę wśród siebie tłumny bliskich. "Uroki" bycia jedynaczką. Kiedyś jak już będę musiała spędzać święta sama, albo jak zachoruję to kupię kota. Wtedy będę miała towarzystwo i na co dzień i od święta, a w czasie cięższej choroby wierna kotka skoczy mi na tętnice by szybko i bezboleśnie pomóc. Iście zabójczy pomył! /pomysły, które raz na jakiś czas rodzą się w mojej głowie potrafią przerazić nawet mnie samą./
--
ze stron ostatnich:
Każda znacząca cywilizacja przechodzi przez trzy wyraźnie od siebie oddzielone etapy. Są to walka o życie, dążenie do wiedzy i parcie ku wyrafinowaniu, znane jako fazy: "Co?", "Dlaczego?" i "Gdzie?"
Faza pierwsza charakteryzuje się pytaniem: "Co by tu zjeść?", druga pytaniem: "Dlaczego jemy?", a trzecia: "Gdzie jest najlepsza kuchnia?".
A Państwo, co na to? Bo ja właśnie na śniadanie. Moja opinia jest taka: jak sobie nie zrobisz to sobie nie zjesz. Albo lepiej, jak sobie nie zarobisz to nawet nie zrobisz!
I tak a propos, jest ktoś chętny żeby zabrać mnie do kina?