Czasami odnoszę wrażenie, że ze strachu przed porażką gotowa byłabym uciec przed rozpoczęciem się sztafety. W niektórych sytuacjach takie wyjście nie jest złe. Gdy masz na sobie szpilki zamiast butów sportowych lepiej zrezygnować z takiego biegu niż ryzykować życie. Ale jeśli ryzyko odnosi się tylko (albo aż) do utraconej szansy i stosu wylanych żali. Czy warto ryzykować? Z pełną świadomością dwóch rozwiązań sytuacji. A może lepiej uniknąć porażki, ale tym samym jednocześnie rezygnując z szansy wygranej? Tak, wiem. Strasznie bredzę. Ale na razie chyba zacznę swój bieg. W końcu w każdej chwili można zwolnić, cofnąć się lub całkowicie wycofać. Nieprawdaż?
Sprawa z praktykami się chyba wyjaśniła. Ale naprawdę nie mogę niczego wiedzieć do końca. Matka moja nieźle zagrabiła i to nie tylko mnie. W piątek dygałyśmy po mieście i innych pipidówkach roznosząc decyzje. Po powrocie do domu nie bolały mnie tylko te części ciała, których nie miałam. A godzina spędzona w wannie pozwoliła urodzić się na nowo.
Teraz jakoś inaczej to traktuję. Osobiście bardziej. Prywatnie i mojo. Puchaty zeszyt w kratkę chłodnie wszystko, co pomyślę lub poczuję. Nie klawiatura. Obowiązuje pełna paleta emocji i odczuć.
♪♪ Piotr Rogucki - A my.mp3