niedziela, 20 listopada 2005

o czuciach i poczuciach

Coś mi się śniło. Coś miłego chyba, bo po obudzeniu miałam głupkowaty uśmieszek. Postanowiłam pare postanowień. (nie ma co, mistrzowskie zdanie. mniejsza o to.) Że ja sama jestem i będę tylko swoja. Tak na wieki wieków amen. Rozkołyszę w sobie wszystkie słowa i myśli, które się we mnie narodzą kontemplować będę w samotności każdy oddech. Tak jest bezpieczniej. Nie chcę dzielić się żadnej myśli na dwoje, rozpamiętywać chwil. /bo mówiły jaskółki, że niedobre są spółki./

Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam, że jestem naprawdę sama i jest mi z tym dobrze. Że nie potrzebuję żadnego wzdychania, żadnych achów i ochów. Żadnych zobowiązanych myśli, żadnego tłumaczenia. Że mogę założyć glany i wcale nie muszę chodzić z gracją i pięknie się wyrażać, uważać na słowa, patrzeć z czułością, czekać, uśmiechać się do sera. Mogę przejść przez ulice na czerwonym świetle nie martwiąc się, że ciągnę kogoś za sobą. Że jestem swoją panią.

Tja, uczyłam się. Ale nie dajmy się zwariować, naukowcem to ja nie zostanę... Pierwszy śnieg i pierwsze strachy w tym roku akademickim. Już czuję świeży powiew nerwowego oddechu. hu-hu-ha


♪♪ Coma - Sto tysięcy jednakowych miast.mp3