Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam, że jestem naprawdę sama i jest mi z tym dobrze. Że nie potrzebuję żadnego wzdychania, żadnych achów i ochów. Żadnych zobowiązanych myśli, żadnego tłumaczenia. Że mogę założyć glany i wcale nie muszę chodzić z gracją i pięknie się wyrażać, uważać na słowa, patrzeć z czułością, czekać, uśmiechać się do sera. Mogę przejść przez ulice na czerwonym świetle nie martwiąc się, że ciągnę kogoś za sobą. Że jestem swoją panią.
Tja, uczyłam się. Ale nie dajmy się zwariować, naukowcem to ja nie zostanę... Pierwszy śnieg i pierwsze strachy w tym roku akademickim. Już czuję świeży powiew nerwowego oddechu. hu-hu-ha
♪♪ Coma - Sto tysięcy jednakowych miast.mp3