środa, 23 listopada 2005

w sidłach melancholii

No i co? A nie mówiłam?! Pani doktor uznała, że jednak nie jestem wariatką. Nie to żeby uznała, że kiedyś byłam, ale jej diagnoza, że tak powiem była zbyt pochopna. Może w innych okolicznościach miałaby racje, ale w moich myliła się. Dobrze, że w ogóle doszła do takich wniosków. Lepiej późno niż wcale.

Tłumaczę sobie, że to zwykłe rozleniwienie. A może jednak pierwsza jesienno-zimowa melancholia? Płaczliwa muzyka, taka kojąca życie, dumne, choć małe świeczki i śnieg prószący za oknem. To dziwne, że moje samopoczucie z roku na rok są tak samo przewidywalne i powtarzalne. Nawet muzyka i świeca są te same. Oswoiłam swoją monotonię i rutynę.

A dzisiaj miałam pierwsze zaliczonko. Co z tego wyniknie dowiemy się za tydzień. A tymczasem czekam łikendu, a dokładniej wizyty u fryzjera i koncertu dżezowego.


--
przedstawiam moje ukochane glany. czis.


♪♪ Edyta Bartosiewicz - Moja ulubiona pora roku.mp3